Lidzbark Warmiński, zamek

Często się zdarza, że wiele ciekawych miejsc odwiedzam zupełnie przez przypadek. Tak też było i tym razem. Zbieraliśmy się już bowiem po skończonym urlopie do powrotu. Zdążyliśmy się już spakować, i załadować cały bagaż do auta. Nawet bies siedział już w aucie. Pozostało tylko kupić jakąś wodę przed rozpoczęciem podróży. Podjechaliśmy więc kilkaset metrów do najbliższego sklepu. Tak się jednak złożyło, że właśnie tam znalazłem ulotkę z dużym napisem Lidzbark Warmiński na przodzie. Częściowo w tle, a częściowo pod znajdowało się zdjęcie zamku. Jako, że żadne z nas nie chciało jeszcze wracać, postanowiliśmy udać się jeszcze tam. Jak się szybko dowiedziałem nie było to nawet daleko. Dwadzieścia kilometrów jest bowiem niczym w porównaniu z tym, co mieliśmy jeszcze przejechać. Obraliśmy więc kurs na Lidzbark Warmiński. Już po paru chwilach byliśmy na miejscu. Miejsce nie było trudne do znalezienia, i nawet pod sam zamek dojechaliśmy bez mniejszego problemu. Problem był niestety z naszym czworonogiem. Nikt bowiem nie chciał nawet słyszeć, o wpuszczeniu go do środka. Skończyło się więc tylko na kilku zdjęciach wykonanych z zewnątrz. Może nawet dobrze się złożyło, że nie trwało to długo, sporo bowiem jeszcze trzeba dziś przejechać.

Dodaj komentarz